Strona główna » Aktualności » Zbrodnia stanu wojennego

Zbrodnia stanu wojennego

Wprowadzając przed 29 laty stan wojenny, gen. Jaruzelski wydał wojnę własnemu narodowi, by zabezpieczyć wpływy, profity i władzę komunistom. Stan wojenny spowodował – bezpośrednio lub pośrednio – około 100 ofiar śmiertelnych. Zbrodnia ta wciąż czeka na rozliczenie, chociażby w aspekcie moralnym. Jaruzelski był faktycznym dyktatorem w PRL, pełnił jednocześnie stanowiska: I Sekretarza Komitetu Centralnego PZPR, premiera i ministra obrony narodowej, szefa Komitetu Obrony Kraju, a od 13 grudnia 1981. szefa Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, czyli junty wojskowej odpowiedzialnej za zamach stanu przeprowadzony w imię imperialnych celów Moskwy, którego celem było zniszczenie 10-milionowego ruchu „Solidarności”.

Dzisiaj opinia publiczna dysponuje już dokumentami, świadczącymi o służalczej postawie Jaruzelskiego, obalającymi wszelkie mity o mającej ponoć nastąpić interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Polsce. To nie kto inny, tylko sam Jaruzelski, bojąc się determinacji własnego narodu, błagał marszałka Wiktora Kulikowa, cyt.: „Gdyby demonstracje miały ogarnąć cały kraj, to będziecie musieli nam pomóc. My sami nie damy sobie rady z wielomilionowym tłumem”. Słowa te padły podczas narady przeprowadzonej w jego gabinecie w nocy z 8 na 9 grudnia 1981., na której zapadła ostateczna decyzja o ogłoszeniu stanu wojennego. Na pytanie marszałka Kulikowa: „Czy mogę złożyć meldunek Breżniewowi, że rozpoczynacie realizacje stanu wojennego w Polsce?”, Jaruzelski odpowiedział twierdząco, dodając: „Tak, ale pod warunkiem udzielenia pomocy przez wasze siły”. Prawda zatem o stanie wojennym jest bardziej niż brutalna, Breżniew nie musiał i nie chciał interweniować w Polsce (z uwagi na ewentualność ogólnoświatowego kryzysu), posiadał wszakże do własnej dyspozycji oddane sobie i wierne „polskie” władze komunistyczne, które były wystarczająco silne i zdeterminowane, by pacyfikować i mordować własny naród.

Nieco statystyki

 Stan wojenny rozpoczął się po północy 13 grudnia 1981 r. Jeszcze tej samej nocy internowano ponad trzy tysiące osób, w tym niemal wszystkich członków Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Władze PRL utworzyły 52 ośrodki internowania i wydały decyzje o internowaniu 9736 osób. W czasie stanu wojennego obowiązywała godzina milicyjna, a na ulicach miast pojawiły się wspólne patrole milicji i wojska, czołgi, transportery opancerzone i wozy bojowe. Wprowadzono też oficjalną cenzurę korespondencji i łączności telefonicznej. Władze zmilitaryzowały najważniejsze instytucje i zakłady pracy, kierując do nich komisarzy wojskowych. Ograniczono też działalność Polskiego Radia i Telewizji Polskiej. Zawieszone zostało również wydawanie prasy, z wyjątkiem dwóch gazet ogólnokrajowych („Trybuny Ludu” i „Żołnierza Wolności”) oraz 16 terenowych dzienników partyjnych. Nie zawahano się użyć sił milicyjnych i wojska do brutalnej pacyfikacji strajkujących zakładów. Wariant siłowy zastosowano w 40 spośród 199 strajkujących w grudniu 1981 r. zakładów pracy. Największe akcje pacyfikacyjne przeprowadzono w Hucie im. Lenina, stoczniach Gdańskiej i Szczecińskiej, Hucie Warszawa, Ursusie, WSK Świdnik, kopalniach Manifest Lipcowy, Wujek, Borynia i Staszic. Najtragiczniejszy przebieg miała akcja w kopalni Wujek, gdzie interweniujący funkcjonariusze ZOMO użyli broni, w wyniku czego zginęło 9 górników, a kilkudziesięciu zostało rannych.

Opór społeczny

Najważniejszym ośrodkiem oporu społecznego wobec władzy z nadania sowieckiego w Polsce były wtedy duże miasta, z Trójmiastem jako niekwestionowanym bastionem sprzeciwu i oporu na czele. Przecież to tutaj jakże żywe było wspomnienie Grudnia 1970., działalności opozycyjnej i Wolnych Związków Zawodowych, wielkiego strajku z sierpnia 1980 i powstania „Solidarności”. Dlatego, Stocznie Gdańską trzeba było pacyfikować przy pomocy oddziałów ZOMO aż do 16 grudnia. Port Gdański spacyfikowano dopiero 19 grudnia. 17 grudnia na ulicach Gdańska odbyła się regularna bitwa tysięcy demonstrantów z ZOMO, milicją i wojskiem. Byli ranni, śmierć poniósł 20-letni Antoni Browarczyk. Kolejne rocznice porozumień sierpniowych z 1980., wprowadzenia stanu wojennego, wydarzeń grudniowych z 1970. lub innych rocznic patriotycznych, takich jak 3 Maja lub 11 listopada, były w Trójmieście wspominane poprzez spontaniczne i gwałtowne manifestacje uliczne, podczas których żądano przywrócenia „Solidarności”, ale też coraz częściej dopominano się o niepodległość dla Polski.

Doskonale pamiętam atmosferę tamtych dni, opór społeczny na Wybrzeżu był powszechny, obejmował nawet uczniów szkół podstawowych i średnich. Jako trzynastolatek wydałem wraz z przyjaciółmi pierwszą w życiu odezwę, powielaną przez kalkę na maszynie do pisania, zatytułowaną do „Ludzi dobrej woli” i rozwieszaną następnie, jeszcze w grudniu 1981 na ulicach Gdyni. Założyliśmy w szkole podziemną „Organizację Starej Polski”, jako dzieci gotowi byliśmy walczyć, chociażby poprzez przypinanie oporników do naszych fartuszków lub przepisując ręcznie ulotki lub różnego rodzaju piosenki, jakie do nas docierały, a jakie podtrzymywały wtedy na duchu. Na początku powszechną była wiara w: „byle do wiosny”, potem okazało się jednak, że potrwa to dłużej.

W liceum zacząłem działalność w szeregach Federacji Młodzieży Walczącej, była to organizacja działająca głównie na terenie trójmiejskich szkół średnich. Wydawaliśmy coraz bardziej profesjonalne pisma szkolne i o szerszym zasięgu, organizowaliśmy ciche przerwy, koła samokształceniowe, w grudniu przychodziliśmy do szkoły ubrani na czarno. Coraz częściej i coraz bardziej profesjonalnie młodzież z FMW, NZS, WiP czy RSA dokonywała akcji ulotkowych, malowała hasła na murach, organizowała happeningi na ulicach miasta. Z czasem to właśnie młodzież wzięła na siebie organizację demonstracji i stała się siłą napędową opozycji. To młode pokolenie, a nie „starzy, coraz bardziej wypaleni działacze” zorganizowali strajki w 1988 r. w stoczni, Uniwersytecie Gdańskim i protesty poparcia w szkołach. Było to wspólne dzieło niezależnej młodzieży regionu gdańskiego jako całości, a nie jakieś indywidualnej, jednej organizacji. 20 lat temu młodzi stoczniowcy, studenci i uczniowie, podjęli walkę z reżimem komunistycznym, jako spadkobiercy Kolumbów – nazywając siebie generacją 1988. Ich działania wymykały się wówczas nie tylko spod kontroli komunistycznych władz, ale i podziemnej „Solidarności”. I tego się pewnie jedni i drudzy wystraszyli. Przyspieszając proces przemian demokratycznych w Polsce, ale i łagodząc zarazem proces transformacji wobec nomenklatury i agentury sowieckiej.

Rozliczenie mrocznej przeszłości

Do tej pory nie została sporządzona kompletna lista ofiar stanu wojennego. Według ustaleń kierowanej przez Jana Marię Rokitę nadzwyczajnej sejmowej komisji, która w latach 1989-1991 badała zbrodnie stanu wojennego, konsekwencją ówczesnych działań MO i SB, było co najmniej 91 ofiar śmiertelnych. Niektóre ofiary stanu wojennego prawdopodobnie na zawsze pozostaną anonimowe, ponieważ w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. zostały wyłączone wszystkie telefony, nie tylko zwykłych obywateli, ale też służb ratunkowych: placówek służby zdrowia, w tym pogotowia ratunkowego, i straży pożarnej… Początkowo ludzie ginęli najczęściej w demonstracjach ulicznych oraz podczas pacyfikacji w zakładach pracy, były także przypadki wyroków śmierci wykonanych na żołnierzach LWP, za odmowę rozkazu strzelania do rodaków. Z czasem przepisy o stanie wojennym ulegały złagodzeniu, oficjalnie stan wojenny zniesiono 22 lipca 1983. Ogłoszono także amnestię dla więźniów politycznych. Jednak rozbudowany do niebotycznych rozmiarów aparat represji działał dalej i mordował, tyle że bardziej skrycie.

Jednymi z ostatnich ofiar śmiertelnych z przełomu 1988/1989 byli księża: Zych, Niedzielak i Suchowolec, ale także Robert Możejko - działacz FMW z Kętrzyna, zamordowany w czerwcu 1989 na dzień przed zarządzonymi wyborami w wyniku porozumień okrągłego stołu. Wiele niewyjaśnionych zgonów działaczy opozycji z lat 80-tych, zanotowano także w następnych latach, choć tych nie traktuje się już jako ofiary stanu wojennego. Tylko nielicznych funkcjonariuszy PRL sądy III RP skazały za zbrodnie stanu wojennego. Dziś śledztwa w tych sprawach prowadzi pion śledczy IPN. O osądzeniu winnych przestępstw aparatu władzy PRL, także ze stanu wojennego, zaczęto mówić zaraz po przełomie 1989 r. Wymierzanie sprawiedliwości napotykało i napotyka jednak wciąż na liczne przeszkody, takie choćby jak: „gruba kreska” ogłoszona przez premiera Mazowieckiego, ciągłe przestrzeganie przed „polowaniem na czarownice” połączone ze wparciem dla generałów odpowiedzialnych za wprowadzenie stanu wojennego, jakiego udziela im środowisko skupione wokół „Gazety Wyborczej”.

Tymczasem bez rozliczenia zbrodni stanu wojennego (podkreślmy: dzisiaj chodzi jedynie o aspekt moralny tego rozliczenia, poznanie całej prawdy o tamtym mrocznym okresie), nie będziemy w stanie wytłumaczyć nowym pokoleniom Polaków, co jest w życiu dobre, a co złe. Ciągła relatywizacja, upolitycznianie dążenia do poznania prawdy historycznej, wmawianie nam konieczności kierowania się w życiu „mniejszym złem”, sprzyja wciąż rozszerzającemu się kryzysowi tożsamości w Polsce.

Mariusz A. Roman

Źródło: www.niezalezna.pl




Pola wymagane*

Jeżeli masz problem z odczytaniem ,kliknij ponownie, zostanie wygenerowany nowy kod zabezpieczający.
 

Przeczytaj, jak gen. Jaruzelski prosił Rosjan o interwencję
Wpis
Zapiski adiutanta marszałka Kulikowa pogrążają autora stanu wojennego. W 1981 r. Sowieci nie pla
14-12-2010
Zapiski adiutanta marszałka Kulikowa pogrążają autora stanu wojennego. W 1981 r. Sowieci nie planowali interwencji w Polsce, prosił o nią generał. Zobacz publikację IPN

Powtarzana przez blisko 30 lat teza, że wprowadzając stan wojenny, gen. Wojciech Jaruzelski uchronił nas przed sowiecką interwencją, jest coraz mniej prawdopodobna. Obalają ją zapiski gen. Wiktora Anoszkina, adiutanta marszałka Wiktora Kulikowa, dowódcy wojsk państw Układu Warszawskiego.

Fragmenty dokumentu opublikował wczoraj historyk Instytutu Pamięci Narodowej prof. Antoni Dudek. Wynika z nich, że Jaruzelski wiele razy prosił Sowietów o pomoc militarną. Armia Czerwona nie wkroczyłaby do Polski nawet wówczas, gdyby ze zdławieniem "kontrrewolucji" nie radziło sobie Ludowe Wojsko Polskie. Kreml wielokrotnie dawał do zrozumienia gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu, że musi sam rozprawić się z Solidarnością. Do zapisków Anoszkina dotarł Dariusz Jabłoński, autor filmu dokumentalnego "Gry wojenne" opowiadającego o losach pułkownika Ryszarda Kuklińskiego.

Profesor Dudek w swej publikacji najbardziej eksponuje rozmowę w nocy z 8 na 9 grudnia 1981 r. marszałka Kulikowa z generałami Jaruzelskim i Florianem Siwickim, ówczesnym wiceministrem obrony i późniejszym członkiem Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Podczas tej rozmowy Jaruzelski kilka razy podkreśla, że nie wie, czy polskie wojsko będzie w stanie poradzić sobie ze zdławieniem Solidarności. Przyznaje się, że przeciwnik nie jest dobrze rozpoznany. Nie jest w stanie przewidzieć, czy po wprowadzeniu stanu wojennego robotnicy wyjdą na ulicę i będą palić komitety, czy rozpocznie się strajk generalny, czy też strajki pojawią się tylko w niektórych punktach Polski. Przekonuje, że w pierwszym przypadku może nie być w stanie opanować sytuacji własnymi siłami.

Podaje nawet przykład Śląska, gdzie mieszka 4 mln ludzi. "To taka Finlandia, a wojska - jeśli nie liczyć dywizji obrony przeciwlotniczej - nie ma. Dlatego bez pomocy nie damy rady" - mówił według gen. Anoszkina Jaruzelski. Później miał dodać jeszcze: "A w ogóle to trudno wyobrazić sobie całą sytuację. Jest zima. Zachód wprowadzi sankcje gospodarcze. Potrzebujemy pomocy gospodarczej. Rozumiem, że obecnie nikomu nie jest łatwo. Ale to nie byłoby drogie. Byłoby gorzej, gdyby Polska wyszła z Układu Warszawskiego" - dodał.

Z tego wynika, że generał dokładnie rozróżniał rodzaj pomocy, o którą się zwracał. - Rozróżniali to także Sowieci - mówi historyk prof. Andrzej Paczkowski. - Dla nich były cztery kategorie pomocy: gospodarcza, polityczna, międzynarodowa i wojskowa, wiążącą się z użyciem siły. I tej ostatniej właśnie Kreml odmawiał - dodaje.

Dariusz Jabłoński, który podczas kręcenia filmu rozmawiał z sowieckimi generałami, przytacza słowa Aleksandra Jakowlewa, architekta pieriestrojki, że przed angażowaniem Armii Czerwonej w naszym kraju Kreml powstrzymywała obawa przed czynnym oporem Polaków.

- Jakowlew w serialu "Gry wojenne" przywołuje słowa Susłowa, który de facto rządził w imieniu Leonida Breżniewa, który odmawiając interwencji, powiedział nawet na posiedzeniu politbiura, że Polska to nie Czechosłowacja - mówi Dariusz Jabłoński.

Pod koniec nocnej rozmowy marszałek Kulikow pyta wreszcie Jaruzelskiego: "Czy składając meldunek Leonidowi Iljiczowi [Breżniewowi], możemy powiedzieć, że podjęliście decyzję o przystąpieniu do realizacji planu?".

Jaruzelski odpowiada: "Tak, pod warunkiem że udzielicie nam pomocy". Ciekawe jest także stanowisko gen. Floriana Siwickiego. Mówi on: "O decyzji rozlokowania grupy głównodowodzącego [W. G. Kulikowa] w Sztabie Generalnym [Wojska Polskiego]. Taki wariant jest do przyjęcia. Pozwoli lepiej koordynować działania. Trzeba zaktywizować Północną Grupę Wojsk [Sowieckich] w celu zabezpieczenia komunikacji".

Z tego wynika, że generał chciał, by całą operacją dławienia "kontrrewolucji" w rzeczywistości dowodził marszałek Kulikow. Ale także na to Sowieci nie chcieli się zgodzić.

Jaruzelski wiele razy prosił Sowietów o pomoc

W nocy z 8 na 9 grudnia 1981 r. Jaruzelski nie uzyskuje gwarancji pomocy ze strony kierownictwa Armii Czerwonej. 10 grudnia Biuro Polityczne Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego ostatecznie podejmuje decyzję o tym, żeby nie udzielać pomocy Polakom.

Jaruzelski tuż przed stanem wojennym próbuje dotrzeć do samego Breżniewa. Dodzwania się do Michaiła Susłowa. - To z kolei relacja gen. Pawłowa, szefa przedstawicielstwa KGB w Polsce w latach 1973-1984, według którego Susłow w odpowiedzi na prośbę Jaruzelskiego o pomoc armii radzieckiej w razie niepowodzenia stanu wojennego jeszcze raz powtarza, że Jaruzelski może liczyć tylko na siebie - mówi Dariusz Jabłoński. - Ale trzeba pamiętać, że takich rozmów według naszych świadków i dokumentów było znacznie więcej - dodaje.

Sowieci decyzję o tym, że nie będą interweniować w Polsce, podjęli już wiosną 1981 r. Swoje stanowisko przedstawili Polakom na konferencji w Brześciu w kwietniu 1981 r.

Z zapisków gen. Anoszkina wynika, że mimo tego Jaruzelski nadal zabiegał o pomoc. Dlaczego tak mu na tym zależało, skoro - jak wynika z dokumentów, które pułkownik Kukliński przekazał Amerykanom - od marca 1981 r. gotowy był już plan wprowadzenia stanu wojennego? Odpowiedź znów dają zapiski adiutanta Kulikowa.

Tak relacjonuje on wypowiedź Jaruzelskiego: "Najbardziej obawia się tego, że nie uda się nastraszyć góry Solidarności. Jeżeli ci na górze się rozproszą, sprawa poważnie się skomplikuje. Do zaaresztowania 6000 osób wybrano 80 000 osób. Iloma osobami może dysponować Solidarność, tego przewidzieć się nie da. Lecz Solidarność może zdecydować się odbić swoich ludzi". Taka opinia świadczy o tym, że albo gen. Jaruzelski niezbyt dobrze rozpoznał przeciwnika, albo prowadził jakąś skomplikowaną grę z Sowietami.

- Dla mnie Jaruzelski ciągle jest mężem stanu. Na niego trzeba patrzeć poprzez skutki jego działań, a te przecież nie są najgorsze. Pamiętajmy, że odpowiadał on za losy narodu - mówi poseł niezależny Andrzej Celiński, były przywódca Solidarności, który później został wiceprzewodniczącym SLD.

Innego zdania jest prof. Paczkowski. - W dokumentach jest jasno powiedziane, że gen. Jaruzelski prosi o pomoc wojskową. Trudno tu doszukiwać się drugiego dna - tłumaczy.

Dokument, który rzuca nowe światło na przygotowania do stanu wojennego, wkrótce zostanie oddany w ręce historyków. - Przekażemy go Instytutowi Pamięci Narodowej, który jest depozytariuszem większości dokumentów o najnowszej historii Polski - mówi Jabłoński.

Równie sensacyjny co treść zeszytów Anoszkina jest sposób ich uzyskania. - W tej sprawie prowadziliśmy z nim długie rozmowy. Ostatecznie dokonaliśmy pewnej wymiany. Zawarliśmy umowę i zeszyty generała Anoszkina są w Polsce, gdzie ich miejsce - kończy Jabłoński.

Jaruzelski próbował o pomoc prosić Breżniewa. Ale od Susłowa usłyszał zdecydowanie "nie"

santok
Wpis
Re: Zbrodnia stanu wojennego
14-12-2010
Podawane w mediach niektóre informacje o tym, jak to generał uratował kraj, są zwykłą "bujdą na resorach"
  Odsłon: 246

  • POSEŁ PIOTR BABINETZ
  • POSEŁ STANISŁAW PIOTROWICZ
    • SENATOR ANDRZEJ ANTONI MATUSIEWICZ

Biuro czynne
pn.-czw w godz. 10.00-17.00,
pt. w godz. 10.00-14.00
Bezpłatne porady prawne w każdy wtorek w godz. 12.00-17.00
tel./faks: +48 13 4634 334


Czy Autosan produkuje dobre autobusy?

  • Tak
  • Nie

Informacje na Twój mail

Subskrybcja Wypisz